piątek, 22 kwietnia 2016

Rozdział czwarty

Nie ma większego oszusta niż ten, kto oszukuje sam siebie
~ Charles Dickens


~Cataleya~

Siadam na łóżku i opuszczam swoje chude, posiniaczone nogi na podłogę. Przez moment lekko podskakuję w miejscu, z zamiarem przyzwyczajenia stóp do chłodu posadzki. Schylam się i odnajduję swoje zabawne kapcie z króliczymi uszkami pod łóżkiem. Zakładam je na stopy i, najciszej jak potrafię, podchodzę do drzwi. Nie jestem już dzieckiem i wiem, że aby otworzyć je bez choćby najmniejszego skrzypnięcia, należy naciskać klamkę bardzo ostrożnie. Udaje mi się to bez trudu i już po chwili skradam się korytarzem.
W pokoju rodziców nie pali się światło, więc nieco pewniej i spokojniej drepczę w dół schodów. Wiedziałam, że nie spotkałaby mnie żadna kara za to, że w środku nocy idę się napić, ale naprawdę nie chcę budzić rodziców. Tatuś znów wrócił późno, więc domyślam się, że bardzo potrzebuje odpoczynku.
Jestem już na parterze, gdy orientuję się, że rodziców wcale nie było na górze. A przynajmniej taty. Światło w jego gabinecie się pali, choć musi być grubo po północy. Chociaż wiem, że tatuś nie lubi, gdy mu się przeszkadza, skradam się w stronę jego pokoju do pracy. Chcę się upewnić, czy nie zasnął przy biurku. Ostatnio dość często się to zdarzało. Wstawał bardzo wcześnie, późno się kładł. Widziałam doskonale, że jest wykończony. Co raz bardziej z każdym dniem.
Już wyciągałam dłoń w stronę klamki, gdy coś kazało mi się zatrzymać. Wytężyłam słuch. Tak, wyraźnie słyszałam głosy. Poddenerwowane, zirytowane. Jednak na tyle ciche, że dotarły do mnie dopiero teraz. Były one jednak jednoznacznym symptomem kłótni.
Moje dłonie bezradnie opadły wzdłuż tułowia, a oczy wypełniły się łzami. Chciałam wpaść do środka i nawrzeszczeć na rodziców. Nie lubiłam, kiedy się sprzeczali. A ostatnio robili to dość często. Nie były to typowe, pełne wrzasków i przekleństw kłótnie, a pełne napięcia wymiany zdań przez zaciśnięte zęby. A tatuś już nie patrzył na mamusię tak jak kiedyś. Nawet gdy ją całował, zdawało się to być wymuszone i szorstkie. Kiedy pytałam, co się dzieje, rodzice zgodnie mnie zbywali.
Wiedziałam, że powinnam odejść, wrócić do pokoju i zakopać się pod kołdrę z zamiarem jak najszybszego wyrzucenia tego wspomnienia z głowy, ale nie potrafiłam. Szczególnie, że któryś z rodziców raz po raz wymieniał moje imię. W każdym takim przypadku zimny dreszcz przebiegał wzdłuż mojego kręgosłupa. Nienawidziłam, gdy rodzice się kłócili. Ale świadomość, że robili to przeze mnie, wcale nie pomagała.
Skuliłam się pod drzwiami, czując się równie źle z tym, że podsłuchiwałam, co z tym, że to ja byłam powodem ich kłótni.
– Czy ty się w ogóle słyszysz?! – wykrzyknął tata, na moment zapominając o tym, że miał zwracać się wściekłym szeptem, by nie obudzić rzekomo śpiącej mnie. – Stawiasz pasję ponad naszą córkę!
– Nie mieszaj w to Cataleyi! Tyle lat udawało nam się to odwlekać, nie dostrzegaliśmy żadnych nowych symptomów. Tym razem nie będzie inaczej.
– Florence, na Boga, odpuść! Zajmij się swoją kwiaciarnią, błagam. Pamiętasz jaka byłaś szczęśliwa, gdy udało nam się na nią uciułać? – W głosie ojca czułość walczyła z odrazą. – Nie odtrącaj nas na rzecz tych paskudnych zwierciadeł.
– Wiesz doskonale, ile one dla mnie znaczą – odparła mama.  – Mimo wszystko nie mniej niż wy.
– Nie pozwolę ci tak ryzykować życiem Cataleyi! – odezwał się stanowczo ojciec. – Ani twoim. Na Boga, Florence, czy już nie pamiętasz, jaka byłaś przerażona? Jakie koszmary dręczyły cię na długie miesiące po tym, co się stało?
– Ja nie mogę wrócić do kolekcjonowania luster, ale ty możesz trwonić majątek, ciągając naszą córkę po szamanach, znachorach i innych łajdakach?!
– Jesteś całkowicie nierozważna. Jak mam ci to niby wyperswadować? Przez pięć lat nawet nie spojrzałaś na te swoje wstrętne zwierciadła. Przez tydzień wszystkie wynosiłem na strych! A teraz co? Nagle znów zapragnęłaś się w to bawić? Czy ty jesteś rozsądna, do cholery?!
– Nie traktuj mnie jak dziecka! – syknęła mama. Coś zatrzeszczało; prawdopodobnie zmniejszyła dzielącą ich odległość. – I nie mów mi, jak mam wychowywać moją córkę! To ja byłam przy niej przez ostatnie pięć lat! Ja się o nią troszczyłam. Podczas gdy ty tylko udawałeś, że jej pomagasz.
Zjeździłem pół kraju, szukając odpowiedzi na pytania. Szukając dla niej ratunku! Więc nie śmiej mówić mi, że jestem wyrodnym ojcem.
– Gdybyś był w domu częściej, wiedziałbyś, że Cataleya nie potrzebuje twojego „ratunku”! – wykrzyknęła mama. – Ale nie! Ty wolałeś się prowadzać z wydekoltowanymi czarownicami i tańczącymi z prośbą o deszcz szamankami.
– Nie zachowuj się jak idiotka, Florence. Niczego nie robiłem dla siebie. Miałem w poważaniu tylko naszą córkę.
– A ja? – Głos mamy nagle stał się słabszy, zmęczony, jakby nagle uświadomiła sobie, że jest trzecia w nocy, a ona trwoni energię na kłótnie z mężem. – Gdzie w tym wszystkim byłam ja, Anthony?
– Pomagając Cati chroniłem was obie.
– To nie tak miało wszystko wyglądać – zauważyła mama. Czułam, że jest smutna. Z trudem powstrzymałam się przed tym, by wpaść do środka i ją uściskać. – Nie tak miało wyglądać nasze szczęśliwe zakończenie.
– Bo może nasz koniec przyszedł dawno temu – odezwał się spokojnie tata. – Ale niekoniecznie szczęśliwy.
Na chwilę zapadła głucha, ciężka cisza.
– Myślisz że powinniśmy… – odezwała się mama drżącym z żalu głosem.
– Tak. Dla dobra Cataleyi, najdroższa.
Wtedy usłyszałam kroki, więc czym prędzej czmychnęłam z powrotem na górę. Zaszyłam się pod kołdrą, starając się zapanować nad walącym z ponadprzeciętną prędkością sercem.
Zza ściany dobiegł mnie donośny szloch mamy.
I tak miało być już codziennie. Bo kiedy rano się obudziłam, taty już z nami nie było.


Piątek, a wraz z nim dzień pierwszej próby, nadszedł szybciej, niż tego chciałam. Ostatnie doby płynęły zbyt gwałtownie, za szybko po nocy przychodził kolejny dzień. Byłam zwyczajnie zmęczona tak pośpiesznym tempem. Za dnia chodziłam do szkoły, zgrywałam dobrą, troskliwą dziewczynę, a noce płynęły mi na czytaniu scenariusza i wkuwaniu roli. Było jej mnóstwo, ale to nie stanowiło dla mnie problemu. Pogodziłam się już nawet z Bashem w roli mojego Jack’a, z tym że będziemy musieli współpracować. Stosunki między nami nadal był napięte, ale potrafiłam ułożyć wargi na kształt uśmiechu, kiedy Bash kierował do mnie krótkie, nic nie znaczące „cześć”, a to był już spory progres.
Pogodzenie się z Aronią wcale nie było trudniejszą kwestią, bo to on jako pierwszy przybiegł do mnie z podkulonym ogonem. Sama również go przeprosiłam i przyznałam, że woda sodowa już uderzyła mi do głowy, bo pozwoliłam sobie na zbytnie „gwiazdorzenie”. Podczas lunchu już nikt nie wyciągał na wierzch naszych brudów i wszystko zadawało się toczyć normalnym rytmem.
Jedynie Grace sprawiała wrażenie wyrwanej z rzeczywistości. Nasza przyjaciółka zawsze była typem marzycielki chodzącej z głową w chmurach, ale tym razem to było coś innego. Coś ją dręczyło, ale wyraźnie nas zbywała, gdy chcieliśmy dowiedzieć się czegoś więcej. Po tylu wspólnych latach nauczyliśmy się już, że na Grace najlepiej nie naciskać. Jeśli będzie chciała ci coś powiedzieć, to ci to powie. Inna opcja nie wchodziła w grę.
Moja relacja  z Liamem nie uległa żadnej zmianie. On kończył trening, ja zanurzałam się w lekturze scenariusza. On się irytował, marudził, że nie mam dla niego czasu. Ja więc sugerowałam, żebyśmy wyszli wieczorem do kina, on jednak zbywał mnie gadką, że kino jest przereklamowane, a cola z popcornem tuczą. A kiedy innym razem zaoferowałam wyjście z Grace i Aaronem do baru karaoke, skwitował tę propozycję przewróceniem oczami. Kończyło się to zazwyczaj tak, że ja zostawałam w domu, a on z kumplami z drużyny wychodził pić na plaży ukradzione z barku ojca whiskey.
Czysta sielanka, to tak w ramach jasności.
Mama już nie kryła się z tym, że z kimś się spotyka. Wychodziła co wieczór, wyperfumowana i wystrojona jak choinka na święta. Częściej się uśmiechała, a był to jeden z tych uśmiechów, który sięga oczu człowieka i sprawia, że ten w całości promienieje. Cieszyłam się jej szczęściem. Ostatnie sześć lat było trudne dla obu z nas, ale na niej to wszystko szczególnie się odbiło. Świadomość, że po całej tej traumie z rozwodem, samotnością i utratą mężczyzny swojego życia odnalazła swoje idealne zakończenie, dodawała otuchy.
Kiedy go w końcu poznam? – zapytałam w piątkowy poranek, pochłaniając swoją porcję płatków, obficie polanych płynnym miodem.
Naprawdę byś chciała, Kwiatuszku? spytała nieprzekonana. To wszystko jest takie świeże… To dla całej naszej trójki byłaby nowa sytuacja przypomniała. – Nie obawiasz się, że mogłoby to być nieco niezręczne?
– Mamo – jęknęłam. – Nie jestem małym dzieckiem. Nie powiem facetowi, żeby spadał, bo mamusia wkrótce wróci do tatusia.
Florence nieco posmutniała, ale starała się to ukrywać. Żebym przestała jej się tak natrętnie przyglądać, wstała, podeszła do blatu i dolała sobie kawy. Nieśpiesznie przeczesywała szafki w poszukiwaniu słodzików.
– Musisz go bardzo nienawidzić, co, Cataleyko? – zapytała nagle.
Wzruszyłam ramionami, choć ona tego nie widziała, bo nadal stała tyłem do mnie, może nieco zbyt mocno zaciskając palce na krawędzi blatu.
– Nie wiem, pewnie tak. Nie myślę o nim w ogóle. Ten mężczyzna dla mnie nie istnieje.
– To mimo wszystko twój ojciec, kochanie. – Odwróciła się w moją stronę. Dostrzegłam łzy w jej oczach i zrobiło mi się głupio. Nie powinnam była zaczynać tematu. Nie teraz, kiedy mama zaczęła być względnie szczęśliwa. – Nie powinnaś tak się o nim wyrażać.
– To już teraz nie ma znaczenia – burknęłam, nagle tracąc apetyt i jedynie przelewając mleko w misce.
– Rozwód nie był z twojej winy, Cataleyo – przypomniała mi łagodnie, zwiewnym krokiem podchodząc do stołu. Usiadła na swoim krześle naprzeciwko mnie i nakryła moją dłoń swoją. – My po prostu… – Mama urwała, zamglonym wzrokiem wyglądając przez okno. – Problem tkwił w nas. Ty nie byłaś niczemu winna, kochanie.
– Wiem to, mamo. Od sześciu lat wałkujemy ten temat.
– Dlatego myślę, że powinnaś…
Spojrzałam na nią, na drobne zmarszczki w kącikach jej błękitnych oczu, i zamarłam, gdy uświadomiłam sobie, do czego zmierza.
– Nie, mamo – odparłam szybko; może nawet nieco zbyt szybko. – Nie.
– On za tobą bardzo tęskni, kochanie – przypomniała łagodnie. – Mimo wszystko wciąż jesteś jego pierworodną, ukochaną córeczką.
– Nie – powtórzyłam, ale bez wcześniejszej mocy. – Wciąż nie jestem gotowa.
Mama westchnęła i mocniej uścisnęła moją dłoń. Przyciągnęła ją do ust i ucałowała opuszki moich palców. Poczułam się jak wtedy, kiedy to przybiegałam do niej z poranionymi od kolców róż dłońmi. Florence nigdy nie ganiła mnie za to, że znów obrywałam jedne z jej ulubionych kwiatów, a po prostu scałowywała ból i drobne nacięcia z moich dłoni.
– Wybór należy tylko i wyłącznie do ciebie, skarbie – odparła pojednawczym tonem. – Mówię to z ciężkim sercem, ale jesteś prawie dorosła. Nie mogę – a nawet nie chcę – cię do niczego zmuszać.
– Rozmawiasz z nim czasami? – zapytałam. – Ty mu wybaczyłaś?
– Nie było czego wybaczać, kochanie. Wina leżała po obu stronach.
– Nadal go kochasz, prawda? – wyszeptałam, martwiąc się, że w dziennym świetle te słowa zabrzmią zbyt oskarżycielsko.
Florence ze smutkiem pokiwała głową.
– Tak, słońce. Ale to już nie ma znaczenia. Teraz… Teraz liczysz się tylko ty. I tylko ty jesteś tym, co wciąż nas łączy.
– Przykro mi, że w ogóle go poznałaś – oznajmiłam. – To przez niego tyle wycierpiałaś.
– A ja niczego nie żałuję, Cataleyko. – Uśmiech mamy był jaśniejszy nawet niż promyk słońca, który przedarł się do naszej kuchni przez maleńkie oczka firanki. – Gdybym nigdy nie spotkała Anthony’ego, nie miałabym ciebie, mojego najcenniejszego Kwiatuszka.
Uśmiechnęłam się łagodnie, po czym wsunęłam w rozpostarte ramiona mamy. Zaciągnęłam się jej rześkim, nieco słodkim zapachem konwalii i przymknęłam powieki, po raz pierwszy od tygodnia czując się na swoim miejscu.
– Kocham cię, mamo.
– Ja ciebie też, Cataleyko. – Pocałowała mnie w czubek głowy. – Najmocniej na świecie.
– Cześć wam… – Delia urwała, prawdopodobnie zażenowana swoim wyczuciem czasu. – Nie chciałam przeszkadzać. Lepiej wpadnę…
– Nie, nie. Wejdź, Cordelio – odezwała się mama, delikatnie się ode mnie odsuwając. – Tylko rozmawiałyśmy.
– Niemniej jednak mogę wrócić później.
Mama uśmiechnęła się ciepło i wskazała dziewczynie wolne krzesło.
– Nie wydurniaj się, kochana.
– Ciebie też możemy przytulić, jeśli chcesz – dodałam, mrugając do niej konspiracyjnie.
Studentka roześmiała się tym swoim łagodnym, perlistym śmiechem, którego jej zazdrościłam i opadła na krzesło obok mnie.
– Myślę, że Trevor też będzie w stanie się tak poświęcić.
Dokończyłyśmy posiłek w przyjemnej atmosferze. A przynajmniej starałam się stwarzać takie pozory. Żartowałam i dogryzałam przyjaciółce, ale w głębi duszy myślałam tylko o tym, co powiedziała mama. O co właściwie mnie poprosiła.
Bałam się spotkania z ojcem. Rozmowa po latach miała na pewno nie być tak przyjemna, jak to pokazują w serialach – trzy sekundy, a wy zaśmiewacie się do rozpuku jak starzy, dobrzy znajomi. Między nami zebrało się wiele niedopowiedzeń i kłamstw, które skutecznie miały utrudniać nam odnowienie starych więzi. W ogóle nie czułam potrzeby, by odnawiać cokolwiek. Ojciec był dla mnie skończonym rozdziałem, epilogiem mojego dawnego, beztroskiego życia. To wkrótce po jego odejściu w moim życiu pojawiło się tyle bólu i zmartwień. Najpierw zmarła babcia – ta jedyna, która zaakceptowała zarówno mamę jak i mnie. A potem odszedł tata. Nic już nigdy nie było takie samo. Mój uśmiech, czy barwa oczu, kiedy śmiałam się najszczerzej jak potrafiłam. Świat za oknem, słońce, zima i lato. Wszystko pochłonęła szarość.
To głównie z tego powodu tak bardzo podziwiałam mamę. Podczas gdy ja wszystko na nowo analizowałam, ona przestała spoglądać przez ramię i ruszyła naprzód. Znów zaczęła czerpać radość z życia. Naprawdę żyła, podczas gdy ja jedynie egzystowałam.
Ale dzięki Grace i Aaronowi, a pewnie nawet i w jakimś stopniu Liamowi, udawało mi się robić maleńkie kroczki w stronę lepszej przyszłości. Byłam im za to wdzięczna bardziej, niż przypuszczali.
Około w pół do ósmej na naszym podjeździe rozległ się dudniący dźwięk klaksonu. To wtedy pożegnałam się z dziewczynami i zebrałam do wyjścia. Nim Grace zdążyła znów mnie pogonić, siedziałam na przednim siedzeniu jej volvo.
– Cześć i czołem! – rzuciłam, odrzucając włosy na plecy. – Dziś spróbujecie mnie nie zabić?
Jak co ranek Aaron uraczył mnie beznamiętnym spojrzeniem.
– To się robi powoli niesmaczne, Emerson.
– Wiem. – Wyszczerzyłam się do niego we wstecznym lusterku. – Ale nic nie poradzę na to, że uwielbiam uprzykrzać ci życie.
– Coś w tym jest. Bez ciebie było zdecydowanie łatwiejsze.
– Jak nastroje przed dzisiejszą pierwszą próbą? – zapytała Grace, uśmiechając się złośliwie.
– Pytasz o to, czy będzie gorąco?
Grace się roześmiała.
– Tak, właśnie o to pytam.
– Zobaczymy – odparłam, uśmiechając się tajemniczo.
– No weź, Cat – mruknął Aaron, wychylając się spomiędzy fotelów i opierając ramionami o ich zagłówki. – Czemu ty go tak nie lubisz?
– To nie tak, że go nie lubię – sprostowałam. – Nie trawię faceta. To wszystko.
– Ale czemu? Wyczuwasz w nim konkurenta?
Zszokowana aż się odwróciłam. Aaron momentalnie się wycofał, uderzając plecami o oparcie tylnej kanapy.
– Nawet nie próbuj nas porównywać – warknęłam.
– Luzuj, Ley. – Aaron uniósł dłonie do góry, kierując ich wewnętrzną stroną ku mnie. – Tylko pytam. Przecież widziałaś wystarczająco, by stwierdzić, że jest niezły.
– Nie rób ze mnie pustej laleczki, która boi się, że jakaś pierwsza lepsza aktorzyna przyćmi gwiazdę wieczoru – mruknęłam, krzyżując ramiona na piersi.
Grace spojrzała na mnie pobłażliwie.
– Nikt nie będzie cię przyćmiewał, gwiazdeczko. Nie kiedy ja zajmę się twoją charakteryzacją.
– Gdybym jeszcze dziś tego nie mówiła: Kocham cię.
– Ja to doskonale wiem, złotko – odparła z uśmiechem, sygnalizując skręt w prawo.
– A mnie nikt nie kocha? – zaskomlał Aaron ze swojego miejsca.
– Wal się, Aronia – oznajmiłyśmy chórem, wymieniając się rozbawionymi spojrzeniami.


Przez cały dzień zastanawiałam się nad tym, co dziś rano powiedziała mama. Już dawno tak intensywnie nie myślałam o tacie.  Dotychczas unikałam tego tematu jak ognia. Ilekroć ktoś wspominał jego imię, uciekałam. Ukrywałam się, starając się za wszelką cenę zapomnieć o mężczyźnie, który zniszczył moje dzieciństwo. Możliwe że nieco przesadzałam, ale nadal gdzieś tam we mnie siedziała ta zraniona i porzucona jedenastolatka, która w tej kwestii przejmowała prawo głosu. Jednego dnia ojciec po prostu nie wrócił z pracy. A potem już go więcej nie widziałam. Ciężko więc było mi nie zarzucać mu tego, że mnie opuścił.
Pamiętałam go jako wspaniałego, czułego człowieka, który co wieczór otulał mnie kołdrą i opowiadał bajki na dobranoc. Były to historie błahe i infantylne; teraz nie potrafiłabym stwierdzić, czego dotyczyły. Jednak dla mnie znaczyły bardzo wiele. Były tą piękniejszą częścią mojego dzieciństwa. Okryta puchową kołdrą z motywem księżniczek Disney’a, w pokoju otulonym ciepłym blaskiem lampki czułam się bezpieczniej niż kiedykolwiek w swoim życiu. Słuchając kolejnych niesamowitych historii o pięknych królewnach, przyglądając się łagodnemu uśmiechowi taty i temu, jak obejmował mamę, gdy przysiadała na brzegu łóżka, by również słuchać dźwięcznego głosu swojego męża, nigdy nie powiedziałabym, że pewnego dnia to wszystko po prostu zniknie, a coś między moimi rodzicami się popsuje.
Byłam dzieciakiem, gdy przeprowadziliśmy się na Florydę z Kalifornii, ale miałam dziwne wrażenie, że to właśnie tutaj relacja między tatą i mamą znacznie się ochłodziła. To zaskakujące w takim klimacie, ale taka była prawda. Tata często zamykał się w gabinecie i nie wychodził z niego do późna. Kiedy nieraz schodziłam w środku nocy do kuchni, by się napić, u niego wciąż paliło się światło. Ani ja, ani mama nie miałyśmy tam wstępu. A mimo tego, że miałam zaledwie sześć czy siedem lat i byłam bardzo ciekawskim dzieckiem, nie zaglądałam tam. Nie chciałam się sprzeciwiać ojcu. Zresztą, nawet ja nie widziałam niczego ciekawego w stosie papierów i książek, które zaśmiecały jego biurko.
Do tej pory nie miałam pewności, czy rodziców poróżniła czasochłonna praca taty i jego pasja do tańca, której oddawał się bez reszty, czy może inna kobieta.
Rodzice nigdy się nie kłócili. A przynajmniej nie przy mnie. Nigdy nie słyszałam, by tata podniósł na mamę głos – lub odwrotnie. Nawet kiedy między nimi coś się popsuło, a tata częściej przesypiał noce na kanapie w swoim gabinecie niż w łóżku z mamą, zachowywali pozory przykładnego, kochającego się małżeństwa. Aż do rozwodu i dnia, w którym tata się wyprowadził, przed wyjściem do pracy całował mamę w policzek i mówił, że ją kocha. Zawsze krzywiłam się i mówiłam, że lada chwila zwymiotuję do swoich płatków. Wtedy tata całował i mnie, mówiąc, że gdy sama się zakocham, taka reakcja mi się odwidzi. Dodawał również, żebym się z tym zbytnio nie spieszyła, a gdy tylko przedstawię mu swojego pierwszego chłopaka, ten pokaże mu, gdzie trzyma broń.
Broń zniknęła wraz z ojcem, który nigdy nie poznał mojego pierwszego czy żadnego kolejnego chłopaka.
Brakowało mi nieco naszych codziennych rytuałów czy rzeczy, które ojcowie robią z córkami w wolne wieczory i weekendy. Początkowo chciałam zobaczyć, jaka tata uśmiecha się krzywo, kiedy wspominam mu o moim chłopaku, jak razem zaśmiewamy się z jakiegoś durnego pomysłu Aronii, albo wysłuchać typowej mówki o tym, że jestem jego jedyną, najukochańszą córeczką i pragnie mojego szczęścia bardziej niż swojego. Z czasem przywykłam do tego, że w tej kwestii mogę liczyć tylko na mamę – która swoją drogą świetnie sprawdzała się zarówno w jednej jak i drugiej roli. Niemniej jednak tęskniłam za tym, czego moje koleżanki doświadczyły, a co mnie nie było dane.
Dwulicowość ojca zraziła mnie do facetów. Może nie od razu – przecież niedługo po rozwodzie zaprzyjaźniłam się z Aaronem. Ale teraz to dostrzegałam. Szukając dla siebie chłopaka, nie zwracałam uwagi na to, czy będzie dla mnie dobry. Nie szukałam partnera na stałe, na dobre i na złe, bo nie wierzyłam w tak silne więzi. Nie wierzyłam w miłość. Mogłam mówić, że kocham Liama, ale tak naprawdę nie wiedziałam nawet, czym ta miłość jest, bo nie podejrzewałam, że coś takiego w ogóle istnieje. Nadal w to wątpiłam. Bo nawet gdyby uczucie tak silne i stałe istniało, dlaczego wypaliło się w przypadku moich rodziców? Co takiego musiało się stać, że ojciec opuścił kobietę, którą przysięgał kochać aż do śmierci, a nawet jeszcze dłużej?
Ilekroć pytałam o powód rozstania rodziców, mama odpowiadała, że po prostu nie było im po drodze. Że po tylu latach po prostu się wypalili, wcześniej pozwalając sobie na uczucia zbyt intensywne, zbyt gwałtowne. Wierzyłam w to, a dostrzegając łzy w oczach mamy, nie naciskałam.
Im jednak bardziej o tym wszystkim myślałam, uświadamiałam sobie, że musiało być coś jeszcze. Coś co mi umykało.
Spojrzałam na zegarek, jednocześnie uświadamiając sobie, że jestem praktycznie spóźniona na próbę. Chwyciłam swoje rzeczy i wróciłam do szkoły, odrobinkę żałując, że już muszę zejść ze słońca, które tego dnia niekoniecznie perfidnie paliło, a przyjemnie grzało. Dopiero w klimatyzowanym wnętrzu poczułam, że nieco przegięłam z siedzeniem na zewnątrz. Zakręciło mi się w głowie, a skóra na ramionach lekko mnie piekła.
Kiedy weszłam do auli, wszyscy byli już na miejscu. Aaron na mój widok jedynie wzniósł oczy do nieba – wiedział, że nie ma sensu się kłócić. Wbiegłam na scenę i podeszłam do Grace, która zaklepała mi miejsce obok siebie. Usadowiłam się na krześle, zakładając nogę na nogę. Moje spojrzenie powędrowało do połowicznie ukrytego za kurtyną Basha z jakąś rudowłosą dziewczyną. Całowali się, więc nieco zażenowana skupiłam się na obserwowaniu zdenerwowanego Aarona i pozostałych aktorów.
– Czy Jack mógłby w końcu do nas dołączyć? – zapytał Aaron, uprzednio trzykrotnie odchrząknąwszy. – To pierwsza próba, kochani. Mamy całą masę rzeczy do obgadania.
– Bash, chodź tu, albo będziesz paradował po scenie w samych pantalonach! – zagroziła Grace.
Zza kurtyny dobiegł nas śmiech Basha. Chwilę potem on i jego dziewczyna – chuda, zgrabna i śliczna; jak nic cheerleaderka – wyłonili się zza zasłony. Chłopak jeszcze po raz ostatni musnął ustami jej policzek, a ta, pomachawszy zebranym, wyszła z sali z uśmiechem aniołka.
– Grace, złotko, chyba ci się epoki pomyliły – odezwał się Bash, zajmując ostatnie wolne miejsce. Podchwycił moje spojrzenie i lekko się uśmiechnął. – Cześć, moja wonna Różyczko.
Jedynie skinęłam mu głową, piorunowana zirytowanymi spojrzeniami Aarona.
– Kochani! – Aronia westchnęła ciężko, kiedy zebrani się nie uciszyli. Ba, nikt nie poświęcił mu choćby grama uwagi. – Halo!
Wstałam. Szmer rozmów momentalnie ustał.
Uśmiechnęłam się z triumfem.
– Dziękuję. A teraz oddaję głos wspaniałemu, diabelnie uzdolnionemu i wcale nie takiemu brzydkiemu reżyserowi.
Aaron wywrócił oczami.
– Nie podlizuj się, Ley. I tak będziesz musiała założyć gorset.
Posłałam w jego kierunku złe spojrzenie. Zaledwie trzy godziny temu właśnie o to się posprzeczaliśmy.
– Po twoim trupie.
– Mówi się: Po moim trupie – sprostował Aaron, szczerząc się.
Wzruszyłam ramionami.
– Po prostu przewiduję bardziej optymistyczny scenariusz.
– Z chęcią znów zobaczyłbym cię w gorsecie, Ley – wymruczał Reese, który w tej sztuce miał odgrywać rolę mojego męża, tego bogatego i wybranego mi przez ojca Christophera Castiela, panicza wielkich włości ziemskich.
– A ja bez! – krzyknął ktoś spoza naszego zgromadzenia. Wzrok wszystkich powędrował w kierunku stojącego w pierwszym rzędzie Liama. – No co? Kto jak kto, ale ja mogę.
Wstałam mimo sprzeciwów Aarona. Wiedziałam, że dostanie mi się za odwlekanie próby, ale postanowiłam o tym nie myśleć.
– Co ty tu robisz, kotku? – Z rezerwą spojrzałam na trzymany przez niego pokrowiec na ubrania. – I po co ci to?
– A czy to nie oczywiste, że przybyłem porwać moją księżniczkę na bal?
Odroczyłam pocałunek na rzecz przejrzenia zawartości pakunku. Znalazłam w środku moje ulubione szpilki i nową, krwistoczerwoną sukienkę.
– A cóż to za okazja?
– Mój ojciec zaprosił kilku inwestorów. Potrzebujemy jakiejś seksownej kokietki, która przeciągnie kilku na naszą stronę.
Roześmiałam się, przejmując od niego pokrowiec z kreacją.
– I mam uwierzyć, że któremukolwiek pozwolisz się zbliżyć na odległość mniejszą niż dwieście metrów?
– Jestem aż tak zaborczy? – zapytał Liam, w rozkoszny sposób składając usta w podkowę. – Nie moja wina, że mam o co być zazdrosnym.
Wspięłam się na palca i z czułością wpiłam w jego wargi. Nie całowaliśmy się długo, aż nader przekonani o tym, że mamy publiczność, ale to wystarczyło, bym poczuła, że ten dzień przynajmniej skończy się dobrze.
– Wpadnę tu po ciebie po treningu – obiecał. – A ty poproś Grace, niech zrobi jakieś swoje małe czary-mary. Macie dwie godziny.
– To już teraz nie wyglądam wystarczająco seksownie? – wyszeptałam, uśmiechając się słodko.
Liam był już jednak w połowie drogi do wyjścia.
– Kocham cię, misiaczku!
Z westchnieniem wróciłam z powrotem na scenę. Grace posłała mi troskliwe spojrzenie. Ktoś jeszcze próbował zwrócić na siebie moją uwagę, wpatrując się we mnie intensywnie, ale nie odważyłam się podnieść wzroku. Nie potrzebowałam niczyjego współczucia.
Pierwsza próba minęła mi na powtarzaniu sobie, że jeśli moja relacja z Liamem będzie tak wyglądała, po prostu ją zakończę. Powtarzałam to jak mantrę, jednocześnie starając się nie wypaść z roli. I z każda kolejną minutą byłam w tym co raz lepsza.


– Prostujemy włosy?
Spojrzałam na Grace i nagrzewające się w jej dłoniach urządzenie z dozą rezerwy.
– Myślisz, że będzie to wyglądało okay?
– Skarbie, tobie byłoby ślicznie nawet gdybyś była kompletnie łysa – zapewniła mnie przyjaciółka, wkładając pierwsze z pasm między płytki szkolnej prostownicy. Makijaż już miałam zrobiony przy pomocy teatralnych kosmetyków do charakteryzacji. – Każdy facet, który nie powie ci dziś, jak świetnie wyglądasz, będzie idiotą.
– A jak u ciebie z tymi sprawami? – zagadnęłam powoli, wiedząc, że poruszam się po niebezpiecznym gruncie.
– Z facetami? – Grace sztywno wzruszyła ramionami. – Jak zwykle. Kolejny przychodzą i odchodzą.
– Nie masz ochoty żadnego z nich zatrzymać na stałe?
Grace nieco zbyt mocne pociągnęła kosmyk moich włosów. Kiedy zwróciłam jej na to uwagę, nawet nie przeprosiła.
– Żaden nie jest tego wart.
– Hej, powiedziałabyś mi, gdyby coś się działo, tak? – Delikatnie zwróciłam twarz w jej stronę. Natychmiast mnie za to zganiła i wróciła do prostowana poszczególnych partii moich włosów. – Nie musisz się martwić, że wyciągnę cię na podwójną randkę – zażartowałam, chcąc rozluźnić atmosferę. – Z Liamem i tak rzadko kiedy wychodzimy…
– Właśnie. – Grace chwyciła się pierwszego lepszego tematu jak tonący brzytwy. – Co jest między wami?
– Sama nie wiem… Właściwie nasza relacja niczym się nie różni od tej z początku, ale… – urwałam, czując, że tylko się plączę w wyznaniach. – Nigdy nie chciałam zbyt wiele. Ale teraz nie dostaję praktycznie nic.
Stara Grace powiedziałaby mi, żebym  natychmiast odpuściła i zaczęła ponownie korzystać z życia. Ta nowa i melancholijna, która podobała mi się znacznie mniej, tylko westchnęła.
– Hej, co się dzieje? – Skorzystałam z faktu, że teraz prostowała przednie warstwy włosów i podchwyciłam jej spojrzenie. – Chodzi o Aronię?
Grace się zmieszała.
– Dlaczego miałoby chodzić o niego?
Bo może mógłby w końcu się przełamać i powiedzieć ci, co czuje!, wykrzyknęłam w myślach, ale nie powiedziałam tego na głos, za bardzo martwiąc się, że doszczętnie popsułabym to, co teraz jej między nimi.
– Tak tylko pytam – zbyłam ją. – Staram się domyśleć, dlaczego nagle stałaś się taka flegmatyczna.
– Jak zwykle przesadzasz. – Tym razem to ona starała się spławić mnie. – Wszystko jest w porządku. Po prostu ostatnio… Trochę mi nie po drodze z ojcem. Nic wielkiego, ale doskonale wiesz… Och, przepraszam – zreflektowała się szybko, a ja domyśliłam się, że chciałam zakończyć to w stylu: Doskonale wiesz, jacy upierdliwi potrafią być ojcowie. – Naprawdę przepraszam, Cati. Ja walę, ale gafa… – jęknęła zażenowana.
– Nie, w porządku. – Spróbowałam się uśmiechnąć. – Matki potrafią być pewnie równie irytujące co ojcowie.
– Tak, zdecydowanie.
Zapadła drętwa cisza, która zdawała się ciągnąć w nieskończoność. Wznowiłyśmy rozmowy dopiero wtedy, kiedy Grace zakończyła prostowanie moich włosów.
– Wyglądasz wspaniale. Jak tysiąc dolarów w kiecce wartej sporo więcej – dodała z przekąsem.
– Przesadzasz, zazdrośnico. – Przejrzałam się w dużym, stojącym, garderobianym lustrze. – Ale z kolorem trafił bezbłędnie.
– Oj tak. – Grace skąpała mnie w chmurze lakieru do włosów, nie zważając na mój nagły atak astmatycznego kaszlu. – Bosko ci w czerwieni. Przemyślę to podczas szycia gorsetu dla ciebie.
Jedynie wywróciłam oczami. Miałam dość tego typu przytyków.
– Ja będę już lecieć – oznajmiła blondynka, chwytając swoją torbę z toaletki. – Miłej zabawy, Cat.
Cmoknęłam ją w policzek.
– I tobie również, Grace. Jest piątek. Nie wierzę, że aż tak spieszy ci się do domu i rodzeństwa.
Grace posłała mi przeciągłe spojrzenie, które jednoznacznie dało mi do zrozumienia, że jest z kimś umówiona.
– Trzymam kciuki – szepnęłam, kiedy już wyszła.
Jeszcze raz przejrzałam się w lustrze, choć na ogół ograniczałam tę narcystyczną czynność do absolutnego minimum. Dziś jednak nic nie mogłam poradzić na to, że czułam się pięknie i swobodnie w swoim własnym ciele. Czerwony, jedwabisty materiał sukienki opinał mnie tam, gdzie powinien, zdradzając jednocześnie wszystko i nic. Sznurowanie na dekolcie sprawiało, że moje piersi stawały się pełniejsze a szyja dłuższa i smuklejsza. Materiał kończący się w połowie uda wysmuklał i wydłużał moje nogi, które już z powodu szpilek nie były takie znowu krótkie. Całość dopełniał delikatny, podkreślający barwę moich oczu makijaż i jedwabiste, proste włosy, które teraz zdawały się być jeszcze dłuższe. Raz po raz odrzucałam je na plecy, nie mogąc się nadziwić, jak dobrze było mi w tej fryzurze.
Wyszłam z garderoby, uprzednio wylewając na siebie pół butelki znalezionych w torebce perfum.
Kiedy znalazłam się na scenie, po raz pierwszy w życiu zjadła mnie trema. Dotychczas tylko grałam seksowne kokietki, nosiłam ich ubrania i twarze. A teraz jedna z tych dam nosiła moje imię i to w nią – w siebie – miałam się wcielić tej nocy. Nie potrafiłam odnaleźć się w tej roli, chociaż flirt i dobry wygląd nigdy nie były mi obce. Coś jednak sprawiało, że tego wieczoru czułam się bardziej wyjątkowa. Że czułam się piękniejsza.
Usłyszałam jakiś odgłos z widowni, więc odwróciłam się w tamtą stronę, mając nadzieję, że to Liam. Poczułam cień zawodu, kiedy rozpoznałam Basha.
– Co ty tu jeszcze robisz? – zapytałam. – Próba skończyła się godzinę temu.
Przez chwilę Bash wyglądał tak, jakby nie był w stanie wypowiedzieć ani słowa. Nie minęła jednak minuta a dziwne wrażenie zniknęło. Na jego twarzy znów pojawił się ten cyniczny uśmieszek, który niezmiennie potrafił zirytować każdego wokół.
– Omawiałem z Aaronem pewne kwestie. Już miałem odjeżdżać, gdy uświadomiłem sobie, że zapomniałem swojego scenariusza. – Jakby na znak potwierdzenia uniósł w górę plik kartek oznaczonych jego nazwiskiem. – Musiałem po niego wrócić.
– Nie widziałeś może na parkingu Liama? – zapytałam, schodząc ze sceny, by znaleźć się na równym poziomie z moim scenicznym partnerem.
Bash przyjrzał mi się z dziwnym, nieprzeniknionym wyrazem twarzy.
– Na parkingu stoi tylko moje auto, Cat.
Ukryłam swoje prawdziwe emocje za pokerową maską. Zimną, obojętną. Taką, jaką ja w tym momencie nie potrafiłam być.
– Naprawdę? – Zabrzmiało to nieco skrzekliwie, więc odchrząknęłam. – Jesteś pewny?
– Umiem liczyć do dwóch, Ley. Bez przesady – żachnął się.
– Pewnie pojechał wziąć prysznic w domu – rzuciłam, chcąc bardziej przekonać siebie niż jego. W międzyczasie wykopałam z torby swój telefon. – Och, dzwonił. Pozwolisz…?
Bash wzruszył ramionami. Chwycił za szelki swojego paska i lekko za nie pociągnął.
– Jasne. Ja i tak muszę już lecieć.
Uśmiechnęłam się do niego delikatnie, jednocześnie czekając na połączenie z pocztą głosową.
Masz jedną wiadomość głosową. PIP! „Cześć, Ley, to ja. Chciałem ci powiedzieć, że bardzo mi przykro, ale z imprezy nici. Kumpel z drużyny ma urodziny, zaprosił mnie wieczorem do siebie. Możesz dołączyć, ale to typowo męskie spotkanie. Więc będzie lepiej jak pomalujecie sobie paznokcie z Grace, czy co tam robią dziewczyny. Trzymaj się.”
Z każdym kolejnym słowem moja mina rzedła. A przy tym bezuczuciowym „trzymaj się” byłam niemalże bliska płaczu.
– Emm, Cataleyo? – Wyczułam niepewność w tonie Basha. Otarłam więc policzki, myśląc, ze jakaś nieposłuszna łza już po nich spłynęła. – Wszystko gra?
Z trudem powstrzymałam się przed rzuceniem mu się do gardła, sprzedaniem wiązki przekleństw oraz spaleniem rzeczy Liama i zatańczeniem wokół ognia, na rzecz wymuszonego uśmiechu, który udał mi się jedynie dzięki surowej masce, która wciąż tłumiła moje prawdziwe emocje.
– Tak, dzięki. Po prostu… Plany na wieczór mi się pozmieniały.
– Liam cię nie odbierze?
Moja dłoń machinalnie mocniej zacisnęła się na komórce.
– Nie.
– Więc… – Bash odchrząknął. – Moim obowiązkiem jest chyba odwieźć cię do domu, moja wonna Różyczko.


Cześć i czołem! Co słychać? c:
Jak zwykle gorąco dziękuję za każde słowo pod poprzednim rozdziałem! To dla mnie, jaki i pewnie dla każdego pisarza, ogromna motywacja. Więc co tu dużo gadać? Bardzo, bardzo dziękuję za obecność, szczere opinie i słowa pociechy. Jesteście niesamowici!
Dziś dość... Tak, chyba mogę powiedzieć "emocjonalny" rozdział. Pisało mi się go bardzo ciężko, ponieważ - dzięki Bogu - nigdy nie znalazłam się takiej sytuacji, w jakiej jest moja bohaterka. Niemniej jednak mam nadzieję, że udało mi się oddać to, co zamierzałam. Cat wini ojca za to, że je zostawił, że zostawił ją - swoją ukochaną księżniczkę, chociaż do końca nie wie, jakie były prawdziwe powody jego odejścia. To wszystko będzie bardziej skomplikowane - chociaż już po części wiecie, co sprawiło, że wielka miłość Anthony'ego i Florence się wypaliła. A przynajmniej oficjalnie...
Rozdział pisany przy piosence z linku u góry. Tekst, teledysk i ogólne przesłanie sprawiło, że łatwiej było mi wpasować się w ten nieco melancholijny nastrój Cat c: Gorąco polecam wszystkim tym, którzy jeszcze jej nie słyszeli!
Do napisania!

Klaudia99




9 komentarzy:

  1. Ostatnio bardzo ciągnie mnie do czytania i komentowania równocześnie (znaczy, pisania komentarza), wiec wyjdzie pewnie długaśny. Pewnie najpierw powypisuję rzeczy negatywne, a dopiero później pozytywy, więc się nie przeraź na początku :)

    Prolog
    Wyjustuj tekst, wygląda to nieestetycznie.
    […]które przyciągają masy turystów. A turyści to pieniądze. I ten oto argument bije na głowę wszystkie pozostałe, dużo bardziej makabryczne. Po pierwsze, nie powinno zaczynać się zdania od a lub i. Brzydko to wygląda, a kropka bardziej niż przecinek hamuje czytanie. W ogóle, masz manie tworzenia krótkich zdań, choć mogłabyś ładnie użyć przecinka. Przez to czytelnik traci rytm i męczy się bardziej, niż nad tekstem ze zdaniami złożonymi. Drugą sprawą tego fragmentu jest wspomnienie o makabrycznych argumentach. To znaczy jakich? Mamy pożary, ale co dalej?
    Florence Emerson relaksowała się w swoim ogrodzie […] Zdanie powinno być od nowego akapitu.
    […] bez swojej Cataleyki. Jeśli już decydujesz się na amerykańskie realia, sprawdź jak zdrabnia się imiona, a nie używaj polskich zdrobnień do anglosaskich imion. Wygląda to brzydko.
    Zauważyłam, że tylko w pierwszym akapicie zjadło Ci justowanie. Chwała bogom!
    A teraz przechodząc do merytorycznej części: według mnie trochę sucho opisałaś przebieg wydarzeń, ciężko było mi się wczuć w to, co przedstawiłaś w Prologu. Zabrakło mi napięcia, głównie dlatego, że przygotowałaś mnie na zaskoczenie kilka zdań przed rozpoczęciem akcji, myślę o tej części: Jednak każde szczęśliwe zakończenie musi być zbudowane na czyimś bólu. Florence niczego dotychczas nie zauważyła […] i właśnie to wystarczyło, by popsuć napięcie, zanim zdążyło się rozwinąć. Już wiedziałam, że wydarzy się coś ciekawego, zamiast wyczekiwać, dręczona niepewnością przez napięcie w akcji.

    Rozdział I
    Zacznę od małego skrytykowania umieszczania gifów na górze – narzucasz czytelnikowi „obsadę” swojego opowiadania, co nie jest szczególnie dobrym rozwiązaniem. Ja lubię obsadzać swoje postacie jako aktorów, ale inni mogą nie być zachęceni tą opcją. Mogłabyś przenieść gif na dół strony, wtedy widząc kawałek, ktoś po prostu go uniknie. Albo możesz go podlinkować w notce od autorki.
    ~Cataleya~Nie widzę powodu zaczynania rozdziału od napisania z czyjej będzie perspektywy, jeśli w rozdziale jest tylko jedna perspektywa. Nie warto traktować czytelnika jak kretyna, domyślimy się o jaką postać chodzi, zwłaszcza, że masz zakładkę z bohaterami.
    […] posrebrzanym tosterze. Nie wiem czy Cataleya jest córką szejka z Arabii Saudyjskiej, ale jeśli nie i nie ma takich osób w swoim otoczeniu, to może mieć co najwyżej metalowe tostery, bo srebra nikt do tego nie używa.
    Jeśli chodziło o lustra, kwiaty i mnie Florence Dawson pomiędzy mnie oraz Florence powinien być przecinek.
    Początkowo ciężko było nam się przystosować do życia z kimś zupełnie obcym, ale wiecznie rozczochrana piętnastolatka z aparatem ortodontycznym, która za wszelką cenę chciała zacząć już chodzić na poważne randki, szybko przekonała się do młodej, wyluzowanej i wytatuowanej Delii. Niespodziewanie w tym miejscu i jeszcze trochę dalej zmieniłaś narrację na trzeci osobową. Źle się czyta, źle wygląda, nawet jeśli był to specjalny zabieg. Nikt nie myśli o sobie w trzeciej osobie, chyba, że ma zaburzenia psychiczne.
    […] moich hodowanych od małego pukli. Czy pomyślałaś kiedyś o swoich włosach jako puklach? Normalna nastolatka raczej nazwie je kłakami czy po prostu włosami.
    Poza tym, opisywanie porannych czynności jest nudne i oklepane jak cholera. Poza tym, nie prowadzi do niczego, oprócz próby wprowadzenia opisu bohaterki i jej ubioru do fabuły. To dość ułomny sposób, a dla czytelnika raczej męczący. Nie chce mi się w kółko czytać o lekkim makijażu i schodzeniu na śniadanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. […] nieco rockowy look[…] raczej popularny wśród typowych nastolatek. Poza tym angielskie look można łatwo zamienić ubiorem czy innym wizerunkiem.
      Chociaż w porównaniu z modnisiami z mojej szkoły, ja byłam tą najschludniej ubraną. Nie chcę Cię martwić, ale od dawna w liceach modnisie mają raczej dość elegancki sposób ubierania się, więc nie widzę jakim cudem chłopczyca miałaby być schludniej ubrana. Zalatuje tutaj Mary Sue.
      - Oglądałam z matką "Północ- Południe" - warknęła Grace. - Wiem, jak tamte baby musiały się namęczyć, żeby zadowalać wasz rodzaj. Wcześniej wspominałaś o stelażach. Tutaj muszę sprostować, bo w tym okresie nie było już żadnych. Jedyne co deformowało sylwetkę kobiety, był gorset oraz halki, które powodowały, że te wszystkie suknie były takie duże. Po prostu panie miały poduchy na tyłkach, że się tak wyrażę.
      Dodatkowo, nie stosujesz odpowiednich znaków zaznaczających dialog. Powinny być pauzy lub półpauzy, nie dywizy.
      […] łamiąc chyba wszelkie możliwe przepisy ale jakie przepisy, mają jakiś regulamin jak się do siebie zwracać? Chyba raczej zasady. Dobrego wychowania. Chociaż ja nie widzę tutaj niczego szczególnego.
      Czasem nienawidziłam, że ta dwójka miała się ku sobie […] Wyzywanie się od dziwek jest dziwnym przejawem pałania do siebie uczuciem w tym wieku.

      Rozmowa z Liamem była niesamowicie infantylna. Ja wiem, burza hormonów w tym wieku, ale i ona i on mają humorki, jakby ktoś zjadł im śniadanie i obojgu nadchodził okres. Z Cat to jeszcze, ale Liam to chyba nie :) Cat trochę popisuje się bucerą, a trochę dorabiasz podstawy, żeby później pojawił się tru loff. Troszkę naciągane.

      Podoba mi się za to rozmowa z przyjaciółmi Lei. Jest bardzo naturalna, przyjemnie się czyta, jednak dwa miesiące to BARDZO mało na stworzenie spektaklu, zwłaszcza jeśli ma mieć kostiumy z epoki i tak dalej.
      A z Grace się zgadzam, Leia i Liam to toksyczny związek, skoro on jej zabrania robić to co ona kocha.

      Podsumowując, rozdział średni. Postacie są troszkę papierowe i poszłaś na łatwiznę. Nie opisałaś nikogo, prócz Liama i Lei, nie wspominając przy tym, że Dalia jest czarnoskóra. Szkoda, że Dalia nie jest też starsza, bo chyba shipuję ją i Florence. Bo z jakiego innego powodu byłaby tak blisko z rodziną, z którą mieszka?

      Rozdział II
      Podoba mi się. Nawet bardzo. Zaskoczyłaś mnie, chociaż nadal mam poczucie, że szatkujesz zdania niczym szef kuchni z ostrym nożem, krojący szczypiorek. Całe te przesłuchania, zabawne wymiany zdań, wspomnienia Caty, są naprawdę super. Dobrze się czyta, bardzo lekko i przypomina to super obyczajówkę. Podoba mi się, że nie robisz ze swojej postaci świętej, która czeka na tego jedynego.
      […]dobrym seksie[…] patrząc prze pryzmat półrocznego związku z Liamem, trochę uderzyło mnie, jak młoda była Cat, ale nie mnie osądzać :)

      Wymiana zdań między nowym, a Cat jest super, chociaż nieco przydługawa. Na szczęście nie tylko ja tak uważam, ale również niektóre postacie. To wyszło Ci super, bo akurat jak myślałam, że mogliby już przejść do gry, to Reeves powiedział to samo w fabule.

      Leya wcześniej pisałaś Leia. Zdecyduj się na jedną formę, bo wygląda to na błędy, a nie unikanie powtórzeń.

      […] bez typowego dla niego sarkazmu myślę, że lepszym komentarzem byłoby wczuwanie się w role, albo zmiana standardowego Basha w Jacka, założenie maski zakochanego chłopaka czy coś. Wcześniej już wspominałaś, że mówi bez sarkazmu, raz wystarczy.

      Usuń
    2. Rozdział III
      Ja też bym zignorowała Grace. Albo pomyślała, że jest jakaś puszczalska czy coś. Generalnie jej myślenie przyprawiło mnie o głęboki facepalm, nie wspominając już o tym, że ona ma siedemnaście lat.

      Cieszę się za to, że nie opisałaś sceny seksu, a jedynie grę wstępną, o ile można to tak nazwać. Mam tylko uwagę dotyczącą rozmowy w trakcie. Faceci raczej sami nie nawiążą rozmowy, nawet podczas jeszcze-nie-seksu, zwłaszcza w sytuacji opisanej przez Ciebie jako dość gwałtowny
      […]ciuchy od projektantów, pachnąca najwyższymi półkami cenowymi Sephory […] Sephora to w cale nie jest szczególnie ekskluzywna drogeria. Raczej ze średniej półki, nie licząc niektórych perfum, które są klasykami i wypada je mieć w asortymencie, a każde ubranie jest od jakiegoś projektanta.
      To było jeszcze w gimnazjum Pisząc o USA warto byłoby poczytać o ich systemie szkolnictwa, prawda? A jeśli nie chcesz szukać, to pisz o Polsce. Jedno z dwóch. Jak kupisz jedno ciastko, to nie możesz go zjeść i nadal mieć.

      Rozmowa Cat z Bashem była typowym popisem bucery ze strony Cat, tak samo jak jej przemyślenia na temat paczki Liama. Skąd wie, że ta od brwi zrobionych u kosmetyczki nie chodzi do teatru i opery częściej niż ona? Skoro ma więcej kasy to i to może robić częściej. Wbrew temu co pokazuje się w TV, bogate dzieci w USA właśnie są bardzo wykształcone i wszechstronne.

      Rozdział IV
      Flashbaki są słabe i złe. A ten nie wnosi do fabuł niczego, czego byśmy już nie wiedzieli oprócz zmianki o znachorach i mistykach, których odwiedzał ojciec Lei, aby znaleźć odpowiedź na pytanie, co się działo z Cat w prologu. Wystarczyło o tym wspomnieć w innym miejscu, jakiejś myśli podczas przechodzenia ulicą obok sklepu z ziołami albo widząc ogłoszenie o wróżce na słupie z latarnią.

      Rodzice nigdy się nie kłócili. A przynajmniej nie przy mnie. A we flashbacku wspominasz, że nie lubiła, gdy się kłócili. To znaczy, że kłócili się przy niej czy nie? Bo coś tu nie pasuje.

      Generalnie rozdział nie przesuwa niczego do przodu, oprócz przedstawienia i rozpadającego się związku Cat i Liama. Nadal mało opisów, na szczęście nadrabiasz emocjami, tych nie brakuje, co bardzo mi się podoba. Ładnie piszesz, ale brakuje Ci kogoś, kto bardziej na bieżąco wytknie Ci błędy, jakaś beta.
      Póki co ciągniesz akcję trochę jak flaki z olejem. Gdyby to była obyczajówka, to proszę bardzo, ale słyszałam coś o fantasy, a nie widzę tego wątku w ogóle, poza jakimiś drobnymi wspomnieniami i prologiem. Chociaż i tutaj ciężko stwierdzić, czy to była jakaś paranormalna zdolność czy choroba psychiczna i halucynacje z braku jakiegoś składnika w diecie (możliwe, ja tak kiedyś miałam jako dziecko).
      Powinnaś zdecydować, co chcesz pisać, obyczaj i romans czy fantasy.
      Życzę weny!

      FML

      Usuń
    3. Cześć! Miło że tu zawitałaś z tak rozbudowaną opinią, ale... Tak, ja dziś też będę miała jakieś "ale".
      To justowanie poprawiłam. "Zjadło" mi je, kiedy wstawiałam inicjał c:
      Co do imienia głównej bohaterki... Nie wiem, czy masz tego świadomość, ale tak można też nazwać dziecko w Polsce. A wtedy na pewno nikt nie będzie miał problemu z tym, ze w taki czy inny sposób zdrabnia się to imię. A my chcąc nie chcąc w Polsce jesteśmy. W niektórych przekładach tłumacze również używają spolszczonych zdrobnień. Zawsze jednak mogę zmienić imię bohaterki na KASIA, skoro już tak bardzo ci przeszkadza stosowany przeze mnie zabieg artystyczny.
      Co do braku napięcia w prologu... Prolog musi być krótki, zwięzły i zaciekawiać. A skoro nadal tu jesteś, wnioskuję że ten mój mimo wszystko zadziałał prawidłowo.
      Pukle to synonim ;-; Znowu miałam użyć rzeczownika włosy? Wtedy pewnie też czepiałabyś się o powtórzenia...
      Opis porannej rutyny jest zły i nudny. No tak, jasne. Ale trochę potem mówisz o "papierowych postaciach" - co tak nawiasem mówiąc wnioskujesz po... tak, po czterech rozdziałach :') Słuchaj, nie chcę być wredna, ale przeczysz sama sobie. Jak mam wam przybliżyć swoje postacie, skoro nie mogę nawet opisać, jak lubią się ubierać? ;-;
      Chłopczyca? No halo, a gdzieś była o tym jakakolwiek wzmianka? To XXI wiek. Jak ubiera koszulę to od razu jest chłopczycą?
      Dwa miesiące to mało... Słuchaj, nie wiem czy opierasz to założenie na własnych doświadczeniach, czy tak strzelasz, ale wierz mi, da się to zrobić c:
      Jezusie, Delia i Florence? ;-; To teraz wcale mnie nie dziwi, że coś było z tobą nie halo w dzieciństwie. Bez urazy, ale sama o tym wspomniałaś.
      A co ci się nie podoba w "gimnazjum"? Miałam napisać "middle school" żebyś się mogła przyczepić o anglojęzyczne wyrazy w tekście? Użyłam spolszczonego słowa. Po prostu.
      Co do skracania imienia Cat... Okay, tam mogłam trochę pocudować z tym "i" bądź "y". Tu przyznaję ci rację. Jedna wersja będzie lepsza.
      Ach, więc Cat nie może już myśleć nic o przyjaciołach swojego chłopaka? Nie, okay. Zero przemyśleń głównej bohaterki. Same dialogi. Chociaż nawet one mi nie wychodzą bo są... Przejawem bucery Cat, tak?
      Flasbacki są złe... No nie, tego chyba nie skomentuję. Bo niby co jest w nich złego?
      Sory, ale mam wrażenie, że czepiasz się, bo czepiasz. Nie widzę żadnej logiki w twoich argumentach - a przynajmniej w większości. Rozumiem konstruktywną opinię, ale ty wynajdujesz najdrobniejsze duperele i wytykasz mi coś, co na dobrą sprawę nie ma ze mną nic wspólnego. Ani z moim opowiadaniem.
      "Ciągniesz akcję trochę jak falki z olejem"... Nie wiem, czy prowadziłaś kiedyś bloga, czy pisałaś coś kiedyś. Myślę, jednak, ze gdyby tak było, wiedziałabyś, że przy czwartym rozdziale ciężko jest czymś zaskoczyć czytelnika. Najpierw musi być nudno, bo trzeba wprowadzić do fabuły, przybliżyć życie postaci, je same. A wzmianka o tym, że to w końcu fantasy... Czytałaś/oglądałaś coś kiedyś tego typu? Czy tam już od początku bohaterki wiedzą kim są, jakie mają moce i wgl co jest z nimi nie tak? I twoim zdaniem fantasy nie łączy się z romansem? No fajnie, fajnie...
      Ogólnie to swoje zdanie już wyraziłam trochę wyżej. Respektuję konstruktywną opinię, nie mam nic nawet do hejtów. Nie jestem jedną z tych, która burzy się, bo z szeregu nagle wyłamuje się ktoś, kto przestaje jej słodzić. Niemniej jednak twoje argumenty są dość kiepskie - czepianie się, bo czepianie. Ale dziękuję za każde słowo. Większość na pewno podniosła mi ciśnienie. Ale poświęciłaś sporo czasu na tak dokładną analizę, więc ukłon w twoją stronę.
      Pozdrawiam,

      Klaudia99

      Usuń
    4. Pozdrawiam z podłogi. Dawno nie widziałam czegoś tak bezużytecznego, nielogicznego i zdradzającego, że autorce komentarza najwyraźniej się nudzi i szuka dziury w całym. Znamienita większość wytkniętych „błędów” to albo osobiste fanaberie komentującej, albo bzdura jakich mało. W zasadzie wciąż się śmieję, zwłaszcza z… Och, a może lepiej nie wspominać, bo nie warto :')
      Zasadniczo bardzo dobrze jest mieć swoją opinię, ale takich komentarzy naprawdę nie rozumiem. Zwracanie uwagi na błędy… Tak, o to aż się prosi, jak chociażby o literówki, ale rzucanie pseudo zasadami, które w gruncie rzeczy zależą od stylu, przyzwyczajeń i zamysłu autora, to już niekoniecznie. Wszystkim, niestety, nie da się dogodzić, ale cóż…

      Nessa.

      Usuń
  2. Witam :)
    Podobał mi się bardzo początek rozdziału. Nie tyle co w nim było, ale także to, jak go opisałaś, co zawsze zresztą Ci wychodzi bez zarzutu :) Ale bez przyczyny ten wątek się tam nie pojawił.
    Rozumiem, że powodem nastroju Grace jest nieznajomy z baru, którego tak usilnie próbuje poderwać. Jestem naprawdę ciekawa, co wyniknie z tej historii. Mam wrażenie, że nic dobrego, ale to są tylko domysły. W końcu sama napisałaś w zakładce BOHATEROWIE: "Za miłość bez miłości będzie musiała zapłacić najwyżsżą cenę". Może chodzić o innego mężczyznę, ale nie musi. Pozostają jedynie spekulacje i czas, który trzeba dać Tobie na napisanie kolejnych rozdziałów, których osobiście się już doczekać nie mogę :)
    Nie ma co się dziwić, że Cataleya nie chcę się spotkać ze swoim ojcem, który ich zostawił. To na pewno nie jest łatwe - spotkanie po latach z człowiekiem, do którego żywi się negatywne uczucia. Nie ma nic na siłę. Jeśli dojdzie do tego spotkania i się zdecyduje, powinna być na to gotowa, a nie dlatego, że ktoś tak chcę. Z działań na siłę zwykle nic nie wychodzi. Jestem ciekawa, czym jest to coś, co umyka Cat i jest przyczyną rozstania jej rodziców. Mam pewne domysły, ale pozostawię je dla siebie, bo pewnie i tak są błędne XD
    Zastanawiam się, czy Liam jest zazdrosny o Cat, bo mu na niej zależy, czy po prostu traktuje ją jak swoją własność. Czasami jest słodki, a czasami aż nazbyt gburowaty. Nie mógł się ładnie pożegnać? Faceci. Kto ich zrozumie? A podobno to kobiety są istotami skomplikowanymi. Coraz bardziej jednak się przekonuję, że to wcale nie jest tak do końca, a bardziej skomplikowani potrafią być faceci. Chociaż z tym, że wystawił ją do wiatru, naprawdę zachował się jak skończony idiota. Ona się wystroiła i starała, a ten co? Mógłby przynajmniej przyjść i jej to powiedzieć. Ale nie! Lepiej nagrać się na pocztę! Może bywa czasem słodki, ale... to było beznadziejne z jego strony. Lepiej iść na urodziny i wystawić dziewczynę. Mam nadzieję, że to będzie wystarczający powód, by z nim zerwała.
    Przynajmniej był Bash, który dotrzyma jej towarzystwa i zadba o to, by trafiła do domu.
    No co ja mogę powiedzieć? Rozdział bardzo mi się podobał, ale to nie jest znów niczym zaskakującym, bo zawsze tak jest :) Podobają mi się opisy i znów rozdział czytało się lekko i płynnie, chociaż z różnych przyczyn musiałam go czytać fazami :c W końcu mi się udało i skończyłam! <3 Powiem tak: rozdział jest długi, ale i tak za krótki. Więc ja czekam na kolejny!
    No i wszystkiego najlepszego! :)

    Mrs.Cross!

    OdpowiedzUsuń
  3. No! Mam nadzieję, że końcówka coś zmieni, bo naprawdę oczekuję jakiejś akcji kochana!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Od razu wiedziałam, że jej rodzice nie rozstali się tylko z wypalenia miłości, kiedy tylko napisałaś ich kłótnie. Rozdział jest genialny. Lubię charakterek Busha. Ale Liam wystawił Cat! Zakładam, że to nie były urodziny kolegi. Szkoda mi trochę Grace, bo nie może znaleźć sb miłości. Aronia :) jest super! Wielbię go! Na prawdę warto czytać twojego bloga. Pozdrawiam
    ~ Klaudia

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej!
    W końcu jestem – spóźniona, bo spóźniona, ale Ty dobrze wiesz, że ja po prostu tak mam. Dzisiaj zamierzam nadrobić wszystko więc z góry dziękuję za przyjemnie zapowiadające się godziny :D
    Ten rozdział w dużej mierze był poświęcony ojcu Catelayi. Z tego, co napisałaś, jasno da się wywnioskować, że ona nie pamięta tej sytuacji z lustrem, która miała miejsce w prologu. No cóż, nie dziwi mnie to, że Florence i Anthony zadbali o to, żeby nie wracała do tego pamięcią – była mała, a to, co się wydarzyło, przeraziło nawet ich. Każdy rodzic pragnie chronić swoje dziecko, więc to najzupełniej naturalne, że zdecydowali się na coś takiego, nawet jeśli kłamstwo w wielu przypadkach nie prowadzi do niego dobrego.
    Ona wciąż na swój sposób się obwinia, prawda? Wie, że rozwód rodziców w jakimś stopniu wiązał się z nią, chociaż nawet teraz tego nie rozumie, bo nie pamięta od czego się zaczęło. Z drugiej strony, Florence również ma racje, że wina leżała po obu stronach, chociaż mam takie wrażenie… że za odejściem ojca Cat kryje się coś więcej, niż tylko nieporozumienia w kwestii szukania ratunku dla córki i tego, że matka dziewczyny nie potrafiła tak po prostu porzucić pasji do luster. Każde z nich chciało żyć normalnie, tylko najwyraźniej nie potrafili być już razem albo… Cóż, czas pokaże, a jak znam Ciebie, to pewnie zaskoczysz nas, zresztą tak jak i zwykle.
    Grace wciąż myśli o tym mężczyźnie z baru. Wciąż zastanawiam się, kim on jest, choć zarazem uważam, że mała tajemnica w opowiadaniu zawsze dodaje fabule smaczku ;> Tak czy inaczej, to podejrzane, jeśli dziewczyna zmieniła się tak, jak zwraca na to uwagę Catrlaya. Mimo wszystko wyczuwam kłopoty, choć naturalnie mogę się mylić. Jest jeszcze tajemniczy adorator matki Cat, a ja z jakiegoś powodu mam wrażenie, że to wstęp do czegoś więcej. Ta dziewczyna ma w sobie coś wyjątkowego, tę tajemnicę z przeszłości, więc gdyby coś zaczęło się dziać, bardzo możliwe, że zaczęłoby się od wplątania w całą sprawę jej bliskich. Hm…
    Bash irytuję Leyę, ale moim zdaniem to tylko pozory =P W porównaniu do Liama, facet jest cudowny. No i poznaliśmy jego dziewczynę, o ile krótka wzmianka to jakakolwiek forma „poznania”. Nie wiem, co będzie między nim a Cat, ale jak na razie ich relacje są całkiem zabawne i interesujące. To, że nazywa ją swoją Wonną Różyczką również jest urocze. Z kolei to, że ostatecznie zaproponował jej podwózkę, po tym jak dupek Liam ją wystawił, dodatkowo punktuje. Czekam tylko, aż Catelaya spełni swoje groźby i pośle swojego aktualnego chłopaka w cholerę. A potem, proszę, niech zapali te jego rzeczy i jednak odtańczy ten taniec radości! xD
    Na koniec dodam, że nawet pomimo tego, że być może trudno jest Ci wczuć się w rolę zranionej, porzucone przez ojca Cat, wyszło Ci to świetnie. Mówię to z całym przekonaniem, bo ja rozumiem ją aż nazbyt dobrze. To, że uznała pewien rozdział w życiu za zakończony, również. Brawo :3
    Wciąż zachwycająca się piosenka,
    Nessa.

    OdpowiedzUsuń