niedziela, 27 marca 2016

Prolog


W lustrzanych odłamkach widzę śmierć i żal
Przeklęty dar nie pozwala mi patrzeć w dal
W stłuczonym szkle jest wiele prawd
Z kawałków zwierciadła wyłania się nowy świat...

San Diego, Kalifornia

12 lat wcześniej


Był ciepły, letni dzień. Zresztą jak każdy tutaj; temperatura rzadko kiedy spadała poniżej dziesięciu stopni Celsjusza. Słońce świeciło nawet zimą. Było ono jednocześnie zbawieniem i największym utrapieniem tutejszych mieszkańców. Z suchym klimatem i wysokimi temperaturami wiązały się liczne pożary. Ten niczym nieograniczony żywioł pochłonął w ciągu ostatnich stu lat mnóstwo domów, hektarów lasów czy ludzi, którzy starali się z nim walczyć. Jednocześnie jednak tereny San Diego miały wspaniałą lokalizację - przez miasto przepływa rzeka o tej samej nazwie. Jakby tego było mało, metropolię przecinają kaniony, które przyciągają masy turystów. A turyści to pieniądze. I ten oto argument bije na głowę wszystkie pozostałe, dużo bardziej makabryczne.
Florence Emerson relaksowała się w swoim ogrodzie, popijając mrożoną herbatę i czytając kobiece pisemka. Jej pięcioletnia córeczka biegała nieopodal za swoim łaciatym szczeniakiem, irytując się, kiedy zwierzak nie chciał słuchać jej komend. Już nie raz podchodziła do swojej matki, żaląc jej się, że pies ją ignoruje. Florence uśmiechała się wtedy łagodnie i oferowała córce ciastko. Mała zwykle dawała się przekupić i wracała do zabawy z nową energią.
Po jakimś czasie dziewczynce najwidoczniej znudziło się uganianie za psem, bo usiadła na rozłożonym na trawie kocu, nieopodal leżaka swojej rodzicielki, i zaczęła bawić się lalkami. Florence uśmiechała się pod nosem, obserwując córkę, która właśnie wyprawiała swojej ulubionej Barbie wesele. Nieco zdenerwowało ją to, że na rzecz dekoracji jej dziecko oskubało całą rabatkę róż. Nie chciała jednak na nią krzyczeć, bo w końcu nie stało się nic wielkiego. Wiedziała, że kwiaty prędzej czy później zwyczajnie odrosną. A swojej dziecko kochała zbyt mocno, by je ganić. Nawet jeśli w jakiś sposób postąpiło nieprawidłowo.
Florence miała dotychczas tylko dwie pasje - kwiaty i lustra. Kiedy jednak w jej życiu pojawił się ten radosny promyk słońca, jej priorytety uległy drastycznej zmianie. Niegdyś potrafiła się denerwować, kiedy ktoś dotykał jej drogich, staromodnych luster. Jednak gdy robiła to Cataleya, nawet łapkami umorusanymi czekoladą, Florence zdawała się tym w żadnym stopniu nie przejmować. Jej ulubione kwiaty były niszczone, lustra brudzone- a ona tylko się uśmiechała do swojej pięknej, uroczej córeczki.
Ludzie w jej rodzinnym mieście wytykali ją palcami, kiedy w wieku niespełna osiemnastu lat zaszła w ciążę. Ona jednak odnajdywała radość w swoim nieszczęściu. Zresztą nie tylko ona. Anthony - wspaniały, czuły mężczyzna jej życia - nie widział świata poza swoją przyszłą żoną i ich dzieckiem. Dopóki go nie spotkała, nie śmiała nawet marzyć o takiej miłości. Wierzyła, że istnieje. Nie wierzyła jednak, że ten zaszczyt przypadnie w udziale akurat jej - nijakiej, nieśmiałej kwiaciarce.
Cataleya była ich oczkiem w głowie od dnia, kiedy dowiedzieli się, że Florence nosi ją pod sercem. Byli gotowi nieba jej uchylić. Nie słuchali tych, którzy twierdzili, że takim podejściem tylko małą rozpuszczą. Była ich pierworodną. Nie tyle „młodzieńczą wpadką” co symbolem ich niegasnącego, gorącego uczucia.
Florence ciężko było każdego poranka odprowadzać małą do przedszkola i spędzać sześć godzin bez niej. Przywykły do życia we dwójkę - trójkę, o ile Thonny nie pracował - do wspólnych zabaw i obiadów, żartów i wygłupów. Florence nie wyobrażała sobie życia bez swojej Cataleyki. Pojawiła się nagle, wywołała rewolucję w jej życiu, zmusiła ją do przeprowadzki, zaniechania swego hobby, nawet porzucenia przyjaciół, którzy nie tolerowali jej związku ze starszym mężczyzną. Ale kochała ją najmocniej na świecie. Pewnie nawet mocniej niż Anthony’ego, który spędzał z nią zdecydowanie mniej czasu niż Cataleya. To było jej dziecko, jej szczęście, ta piękniejsza część jej serca.
Dlatego też Florence nie wyobrażała sobie, że coś takiego spotka właśnie ich.  J ą.  Jej słodki, mały kwiatuszek. Nie pragnęła dla Lei niczego więcej poza szczęściem i całkowitym bezpieczeństwem. Nie chciała, żeby jej maleństwo w jakiś sposób cierpiało.
Jednak każde szczęśliwe zakończenie musi być zbudowane na czyimś bólu.
Florence niczego dotychczas nie zauważyła, choć spędzała z córką każdą wolną chwilę. Tego dnia nie było inaczej. Siedziały razem w ogrodzie, miała oko na córkę, na to co robi, gdzie idzie. Kiedy więc mała poinformowała ją, że biegnie do swojego pokoju po inną lalkę, Florence jedynie skinęła głową. Wcale nie podejrzewała, że właśnie wtedy się to stanie.
Kolejne minuty płynęły, a Cataleya nie wracała. W końcu Florence ją zawołała. Kiedy nie dostała odpowiedzi, wstała, ciężko wzdychając. Powoli, niczego nieświadoma, przeszła przez taras i drzwiami balkonowymi weszła do kuchni. Wszystko było na swoim miejscu, jak zwykle czyste i błyszczące- pod tym względem Florence była perfekcjonistką.  Kobieta przeszła dalej, kierując się ku schodom prowadzącym na górę. Nim jednak zdążyła postawić stopę na pierwszym ze stopni, usłyszała trzask. Wystraszona pobiegła w zupełnie innym kierunku- do salonu. Zastała tam swoją małą córeczkę, która zakrwawione łapki przyciskała do pękniętego lustra. Florence rzuciła się w kierunku dziecka, coś jednak kazało jej się zatrzymać. Zamarła w pół kroku, niepewna, co czynić. Wpatrywała się w odbicie Cataleyi w pękniętym lustrze, nie mogąc ukryć przerażenia.
 - Leia - wyszeptała Florence drżącym z obawy głosem. - Kochanie, coś cię boli?
Dziewczynka pokręciła głową. Powoli, jakby mechanicznie. Florence zebrało się na mdłości, widząc puste oczy jej dziecka, zupełnie inne od tych czekoladowych, roześmianych, odziedziczonych po ojcu.
- Kwiatuszku… - Florence zaczęła łkać. - Chodź do mamusi, dobrze? Opatrzymy ci rączki. Co ty na to, Cataleyko?
Dziewczynka nie zareagowała. Wyglądała tak, jakby zupełnie nie docierały do niej prośby rodzicielki. Przesunęła swoim krwawiącym paluszkiem po jednym z większych pęknięć lustra, nucąc coś pod nosem.
- Ono szepcze, mamusiu - oznajmiła dziewczynka, przykładając ucho do uszkodzonego zwierciadła. - Kazało mi tu wejść.
- Lustro? - upewniła się zszokowana Florence.
- Tak. - Kobieta dostrzegła w pękniętym odbiciu, że jej córeczka posmutniała. - Szepcze dużo złych rzeczy.
Florence zdrętwiała. Nigdy nie była fanką horrorów. A teraz czuła się jakby znajdowała się na planie jednego z tych najmroczniejszych i najstraszniejszych.
- Na przykład jakie?
Jej córeczka oderwała dłoń od pękniętej tafli i powoli odwróciła się w stronę swojej matki. Florence dostrzegła nagłą zmianę w swoim dziecku. Już nie zachowywało się jak pozbawiony emocji robot. Cataleya płakała grubymi, rzewnymi łzami. Głównie to, że jej dziecko cierpiało, zmusiło kobietę do ruszenia naprzód. Chwyciła dziewczynkę w pasie i ściągnęła ją z komody, na którą mała weszła, by dosięgnąć lustra. Florence mocno przytuliła swoją kruszynkę, nie dbając o to, że jej zakrwawione łapki brudzą jej ulubioną sukienkę. Nie miało znaczenia też to, że jedno z najpiękniejszych luster w jej kolekcji było uszkodzone. Florence dbałą teraz tylko o córeczkę.
- Co cię boli, kochanie? - zapytała Florence, sadzając małą na fotelu. Nawet nie starała się ukrywać swojej paniki. - Rączki? Zadzwonię po tatusia i pojedziemy do pana doktora, w porządku? On ci pomoże, kwiatuszku. Przyklei plasterek...
- Ono szepcze, mamusiu - wyłkała dziewczynka, więc Florence znowu mocno ją przytuliła.
- Nie, kochanie. Po prostu jesteś w szoku. Lustra nie szepczą, głuptasku.
- Ono szepcze - powtórzyła dziewczynka, mimo bólu i łez nieco stanowczej.
Florence spróbowała się uśmiechnąć. Otarła łzy z policzków córeczki i odgarnęła jej grube, brązowe loczki sprzed oczu.
- A co takiego szepcze, kwiatuszku?
Dolna warga dziewczynki zadrżała. Florence znów chciała ją przytulić, wyczuwając kolejny napad płaczu, ale to, co mała wyszeptała, sprawiło, że ponownie ją zmroziło.
- Że umrzesz, mamusiu. Lustro mówi, że umrzesz.



Witam wszystkich w ten świąteczny dzień! Z gorączką, straszliwym katarem, ale i pełnym brzuchem postanowiłam pozwolić sobie na jeszcze więcej szaleństwa. I tak, udostępnić dla Was blog, nad którym pracowałam od jakiegoś czasu. Nadal wszystko to jest w surowym stanie, ale z czasem to powinno się zmienić. Przynajmniej spróbuję nad tym popracować.
Od razu uprzedzam pytania: Nie, nie zawieszam/kasuję/zamierzam zaniedbywać mojego pierwszego bloga: Akademia Ciemności, którego prowadzę od jakiegoś czasu.
Ta historia będzie czymś nowym- przynajmniej dla mnie. Dotychczas zmagałam się z wampirycznymi problemami. W tej historii będę miała większe pole do popisu. Serdecznie zapraszam do zapoznania się z zakładkami :) One w jakimś stopniu powinny przybliżyć Wam to, z czym ja noszę się od jakiegoś czasu.
Reasumując... Życzę wszystkim wesołych świąt! A sobie - w święta przecież można sobie pozwolić na odrobinę egoizmu - szczerych opinii odnośnie mojej nowej historii :)
Pozdrawiam!


Klaudia99

13 komentarzy:

  1. Hej ;3
    Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że w końcu zaczęłaś tego bloga. Swoją drogą, już wspominałam Ci, że prolog widziałam jakiś czas temu – tak, tak, przede mną nic się nie ukryje =P – ale i tak nie mogłam powstrzymać się przed przeczytaniem go raz jeszcze. Tak jak i na AC, tak i tu z czystym sumieniem mówię, że opisy są cudowne; swoją drogą, trzecia osoba idzie Ci równie dobrze, co i pierwsza. I tak jak na historii Catherine, tak i prolog od pierwszej chwili mnie wciągnął, więc najpewniej stąd mnie się nie pozbędziesz c:
    Catelaya… Podoba mi się to imię, bo jest wyjątkowe i melodyjne :D Coś mi wspominałaś, jaki jest główny zamysł tej historii, ale tak naprawdę wciąż nie wiem niczego, przez co jestem tym bardziej ciekawa ciągu dalszego. To będzie coś świeżego i innego, bo przynajmniej ja nie natrafiłam na opowiadanie w takim klimacie; może jakieś horrory, ale zwykle po kilku rozdziałach czy stronach chodziło o to, by było jak najwięcej krwi, nie logiki. Cóż, Ty raczej nam tego nie zrobisz, nie?
    Dzieci zawsze nadają takim opowiadaniom szczególny klimat, być może dlatego, że z założenia kojarzy się je z niewinnością. Ta scena na końcu… Nie dziwię się, że Florence była przerażona. Podoba mi się to, jak opisałaś jej przeszłość i uczucie do córki – to było takie naturalne, poza tym nie zrobiłaś z niej matki idealnej; rozpieszcza ją, swoją pierworodną, co zresztą też zdarza się często. Swoją drogą, chyba nigdy nie rozumiem wytykania palcami młodych matek. Osiemnastka była? Była. Miała prawo zdecydować się na dziecko. Jestem trzy lata starsza i też bym mogła – nikomu nic do tego, jak dorosła dziewczyna układa sobie życie. No i to, że zrezygnowała ze swoich pasji, a przynajmniej je ograniczyła… Dzieci zmieniają, a Florence doświadczyła tego na własnej skórze.
    Dobrze, może na tę chwilę kończę, bo mam wrażenie, że piszę od rzeczy c: Wesołych świąt raz jeszcze, dużo weny i czego tam jeszcze będziesz potrzebowała, żeby było dobrze ^^ Na koniec, żeby nie było tak słodko (kurczę, dzisiaj nie 30 luty, prawda? ;-;), to może czegoś się czepię, o: nie ma przecinków przed myślnikami (albo raczej dywizami). No, teraz to już chyba wszystko :D


    Nessa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurs z pauz, półpauz i innych pierdół był! Teraz już nie będziesz miała na co narzekać :* ( Chyba; to wszytsko nadal jest dla mnie cholernie zagmatwane).
      Dziękować ponownie za tyle ciepłych słów! I lepiej pisz dwójkę na Forever, żebym mogła ci się zrewanżować :*

      Klaudia99

      Usuń
  2. Siemanko:) I raz jeszcze wesołych świąt. :3
    Przyznaję się bez bicia, że gdyby nie Justyna nawet nie wiedziałabym, że postanowiłaś zrobić coś nowego. A tu taka miła, świąteczna niespodzianka.^^
    Imię głównej bohaterki kojarzy mi się z jedną z postaci wykreowanych przez Georga R. R Martina Caitlyn Stark, ale u Ciebie to imię brzmi znacznie ładniej. :D Poza tym ta mała mnie po prostu urzekła, jest urocza. A jak jesteśmy jeszcze przy imionach to dodam, że jej matka też ma cudowne. :D
    Prolog, ciągle gdzieś to wspominam, uwielbiam krótkie i treściwe prologi, zazwyczaj na kilkanaście zdań, ale wiem, że gdybyś ty tak zrobiła to nie opisałabyś tego wszystkiego tak dobrze. Scena końcowa mnie powaliła, jakby do mnie przyszło dziecko i powiedziało, że lustro do niego szepce to najpewniej wpadłabym w panikę. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić tego co musi czuć Florence, dowiadując się takich rzeczy z ust swojej ukochanej, jedynej córeczki. ;_;
    Zaciekawiłaś, zostawiłaś nas czytelników z jedną wielką niewiadomą, a ja najchętniej dostałabym odpowiedzi na wszystkie pytania już teraz. =D
    Pozostaje mi teraz jednak cierpliwie czekać na rozdział pierwszy, który mam nadzieję pojawi się w najbliższym czasie.^^
    Pozdrawiam cieplutko oraz życzę mnóstwo weny:)
    Ice Queen

    PS - Wciąż nadrabiam AC, jestem na 11 rozdziale, lenistwo tak bardzo. </3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Imię dla głównej bohaterki zdążyłam jakiś czas temu przedyskutować z Justyną :D Znajoma tak dała na imię córce, co w Polsce brzmi dość dziwnie, ale w opowiadaniu... Czemu nie? :D
      Jeśli chodzi o to, co czuje Florence dowiadując się takich rzeczy z ust swojego jedynego dziecka... Tutaj absolutnie się z tobą zgadzam - panika, panika, panika. Jako dziecko miałam wymyślonych przyjaciół, ale szybko z tego wyrosłam. Z lustrami nie gadałam. A już na pewno żadne z nich do mnie nie szeptało. I dzięki Bogu xD
      I nie spiesz się na AC. Miłe jest już samo to, że czytasz c:
      Również gorąco pozdrawiam! :*

      Klaudia99

      Usuń
  3. Hej, dobry wieczór <3
    Od razu powiem, że Prolog jest po prostu cudowny! A to nawet niedopowiedzenie. Urzekłaś mnie nim dziewczyno i nie ulega wątpliwościom, że będę czytała tego bloga regularnie. Podobają mi się opisy, sposób w jaki to napisałaś.
    Jest to historia, którą przełknęłabym nawet mimo pisania po polskiemu. Ale jest jeszcze lepsza, bo na szczęście piszesz cudnie :3
    Czytając o pękniętym lustrze, przypomniało mi się jak oglądałam z siostrą "Lustra 2".
    Naprawdę mnie zaintrygowałaś. Prolog nie jest też krótki, ale i nie długi, taki w sam raz. Wszystko jest idealnie i możesz z takiego prologu być dumna - ja bym była. Tylko pozazdrościć :3
    Dużo weny życzę i czasu na pisanie, bo wiem, że z tym bywa ciężko.

    Pozdrawiam,
    Mrs.Cross!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano cześć, witam! :D
      I kłaniam się nisko za tyle ciepłych słów! Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że prolog się spodobał c:
      A jeśli chodzi o "Lustra2"... Cóż, kiedyś to oglądałam, możliwe że zupełnie nieświadomie podebrałam pewne wizerunki.
      I tak jestem dumna, ale z tego, że zaciekawiłam cię do tego stopnia, że chcesz zagościć na dłużej :>
      Również pozdrawiam!

      Klaudia99

      Usuń
  4. Wpadłam tu poprzez jakiś komentarz, który u kogoś zostawiłaś, a jak już wpadłam to postanowiłam przeczytać. No i powiem ci, że wciągnęłam się;) Ja nie bardzo lubię czytać prologi, bo nigdy nie wiem jak je skomentować. Tutaj treści było sporo, naprawdę wzbudziłaś zainteresowanie tematem (przynajmniej u mnie) no i wiem, że ten prolog zwiastuje coś... niedobrego. Szepczące lustro, mówiące, że mama dziewczynki umrze- mega pomysł. Jestem bardzo ciekawa jak to się dalej potoczy;)

    Pozdrawiam i weny! ;**
    I zapraszam też do siebie;) sila-jest-we-mnie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Patrząc przez okno mam niemałą ochotę zaryzykować pożar i pojechać do San Diego. Początek prologu przedstawia iście sielankową atmosferę, która kojarzy mi się z wizją American Dream. Założę się, że ich dom otacza biały płotek. Swoją drogą ciekawa pasja - lustra... nigdy nie myślałam, że może to być zainteresowaniem. Chyba że związanym z próżnością i pragnieniem przeglądania się w każdym pokoju i na każdej ścianie :3 Tutaj widzę związane to jednak będzie z jakimś jasnowidzeniem? Może jakiś potwór mieszka w lustrze? A może ono jest potworem? Tyle pytań bez odpowiedzi!

    Chyba nie muszę mówić, że ostatnia linijka bardzo mnie zainteresowała prawda? Spodziewałam się, iż to cisza przed burzą, ale matka chyba nie oczekiwała, że lustro w taki sposób ją zdradzi...

    Podoba mi się lekkość w Twoim stylu pisania no i nie zauważyłam też żadnych błędów.

    Pozdrawiam serdecznie i do napisania!

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeden z lepszych prologów jakie w życiu czytałam *.*
    Obserwuję i jakoś w tygodniu przeczytam pozostałe dwa posty :3
    Pozdrawiam z PORZECZKOWY SORBET

    OdpowiedzUsuń
  7. Wow! Naprawdę świetnie się zaczyna. Mroczne, tajemnicze i bardzo dobrze napisane.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Wow! Czysta wena! Od razu wpadło mi to do gustu! Boże... Ale się to super czytało. Już widzę taką małą dziewczynkę co trzyma rękę na pękniętym lustrze i tak przejeżdża ręką i leje się krew... Br.. Naprawdę warto było to przeczytać. Lee czytać dalej. Pozdrawiam
    ~ Klaudia

    OdpowiedzUsuń
  9. Początek bardzo mroczny. Początkowo sądziłam, że taka sielanka rodzinna będzie trwać i trwać, a tutaj to lustro, dziewczynka. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Czytając to opowiadanie naprawdę się wystraszyłam. Chciałam przerwać, ale wiedziała, że jeśli nie dokończę czytania w mojej głowie narodzą się straszne myśli, wybrałam jedną wykreowaną przez Ciebie. Wampiry, OK. Ale jeśli będą duchy to ja się zacznę bać. Te lustro było naprawdę dziwne. Zachowanie dziewczynki również. Zastanawia mnie to jak mała znalazła się przy nim? Jak je rozbiła? Dziecko nie ma aż tyle siły. No nie wiem, przekonam się w kolejnych opowiadaniach co jest grane. Oczywiście obserwuję bloga, aby widzieć, że publikujesz rozdziały :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej!
    Szukając czegoś nowego do czytania, trafiłam tu do Ciebie i po prologu oświadczam, że zostane na ďłużej. :)
    Lekko i przyjemnie się czytało, a zarazem bardzo ciekawie. Tak więc lecę nadrobić rozdziały! ^^ Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń